Gdzie zginął pierwszy znany z nazwiska żołnierz

Często dociekamy gdzie rozpoczęła się II wojna światowa. Gdzie padł pierwszy strzał, który zwiastował światu morze cierpień i miliony ofiar? W podręcznikach historycy wskazywali Westerplatte (4:45). Ale czy na pewno ten mały skrawek polskiego wybrzeża był pierwszym zaatakowanym przez Niemcy? A może to Jeziorki (01:10), Wieluń (4:42) lub Chojnice (4:23). Wśród naukowców zgody nie ma.

Przyjrzyjmy się temu bliżej: Za początek działań wojennych przyjmuje się zbrojną agresję przy użyciu sił zbrojnych lub zorganizowanych i uzbrojonych grup wojskowych.

Tczew, Wieluń, Westerplatte.

Westerplatte – o 4.45 niemiecki pancernik szkolny „Schleswig-Holstein” rozpoczął ostrzeliwanie Polskiej Składnicy Tranzytowej. Miejsce, które urosło do rangi opiewanego w wierszach symbolu, ma jednak poważną konkurencję, bo chętnych do przejęcia tej symbolicznej i bohaterskiej roli nie brakuje. Jednak Składnica była i pozostanie symbolem rozpoczęcia niemieckiego najazdu na Polskę.

W Jeziorkach zaatakowali dywersanci, armia niemiecka nie brała udziału. Więc czy można to przyjąć jako początek wojny?

Wieluń – 1 września 1939 r. o godz. 4:42 I dywizjon bombowców nurkowych imienia Immelmanna z 76 Pułku Luftwaffe, pod dowództwem kapitana Waltera Siegela, rozpoczął bombardowanie polskiego miasta.

Tczew – o 4:34 trzy bombowce nurkujące z 3./StG 1, dowodzone przez Staffelkapitäna Oberleutnanta Brunona Dilleya zaatakowały most w Tczewie.

Chojnice – o godz. 4:23 w miejsce pośpiesznego pociągu tranzytowego relacji Berlin – Królewiec wjechał na peron 2 dworca kolejowego w Chojnicach niemiecki pociąg pancerny Panzerzug nr 3 i rozpoczęły się działania wojenne. Więc może to Chojnice powinny ubiegać się o pierwszeństwo zapisu w historycznych podręcznikach?

Podobnie dzieje się w temacie gdzie zginął pierwszy polski żołnierz. Jest kilka takich miejsc, jednak są to żołnierze bezimienni. Natomiast pierwszy znany z nazwiska i imienia żołnierz zginął w małej wsi Jeziorki w powiecie Pilskim. Z badań historyka dr Zenona Szymankiewicza wynika, że Piotr Konieczka był pierwszą ofiarą, która zginęła na terenie
Wielkopolski 1 września 1939 r. Nie jest wykluczone, że mogła to być pierwsza śmierć polskiego żołnierza podczas działań wojennych we wrześniu 1939 r.

W nocy z 31 sierpnia na 1 września jako żołnierz w plutonie wzmocnienia straży granicznej pełnił służbę na posterunku granicznym w Jeziorkach (1 km od wsi w stronę Piły). Około godz. 01:10 w nocy niemiecka grupa dywersyjna zaatakowała urząd celny. Po krótkiej walce większość obrońców wycofała się, pozostał jedynie obsługujący karabin maszynowy kapral rezerwy Piotr Konieczka. W trakcie wymiany ognia żołnierz został postrzelony i rannego Niemcy dobili kolbami. Była godzina 01:40.

Znamy również z imienia i nazwiska pierwszego poległego żołnierza w walkach pod Chojnicami. Był to żołnierz 1 plutonu 2 kompanii 85 pp (ON „Czersk”) w opisach figurujący jako Słomiński. Gazeta Pomorska opisywała to tak: W ciemnościach nocy ok. godz 03:00, jak pisał we wspomnieniach jeden z uczestników kpr. Edmund Knopik, Niemcy wdarli się w okopy 1 plutonu i wykładali tarcze ostrzegawcze dla samolotów. Ppor. Pokojski dał rozkaz wyparcia ich. W tej walce szer. Słomiński dostał strzał w dolną szczękę i kula wyszła przez czaszkę. Był to pierwszy polski żołnierz który poległ pod Chojnicami. Wydarzyło się to tuż obok gospodarstwa Kroplewskich które stanowiło jedyną polską enklawę po południowej stronie szosy. Gospodarstwo Kroplewskich stoi przy szosie do Bytowa, na samej linii dawnej granicy państwowej i nie mogły tu się znajdować polskie linie obronne.

To wydarzenie miało miejsce w rejonie drogi z Chojniczek do Charzykowa. To zdarzenie opisuje Bronisław Piekarski. Otrzymałem przydział mobilizacyjny do 2 kompanii batalionu ON „Czersk”. W dniu 31 sierpnia 1939 r. zameldowałem się w miejscu postoju kompanii, tzn. w Chojniczkach. Z kilkoma innymi zebraliśmy się w rejonie zabudowań Szylkiego. W nocy około godziny 1.00 kilku żołnierzy zostało wycofanych z pierwszej linii kompanii, a na ich miejsce zostaliśmy wprowadzeni my. Około godziny 5.00 nastąpił ostrzał artyleryjski miasta, pociski przelatywały nad nami. Po pewnym czasie zaczęła zbliżać się piechota niemiecka. Zostałem wysłany przez dowódcę plutonu do dowódcy kompanii z meldunkiem o tym fakcie. Udałem się z rejonu lasku /l pluton/ w lewo na skraj stanowisk kompanii, gdzie znajdował się jej dowódca kpt. Pająk, któremu złożyłem meldunek. Po złożonym meldunku wracałem do mojego plutonu. Po drodze, idąc wąwozem, zobaczyłem trzech niemieckich żołnierzy, którzy mieli hełmy zamaskowane jagodzinami. Natychmiast powróciłem do kapitana i zameldowałem o tym fakcie. Niemcy widocznie i mnie zauważyli i wycofali się. Około godziny 8.00 na rozkaz zaczęliśmy się wycofywać w pole z burakami, gdzie okopaliśmy się. Wycofanie to nastąpiło w wyniku pogłoski, że na nas naciera niemiecka kawaleria. Około godziny 10.00 przyszedł następny rozkaz, by opuścić stanowiska w burakach i wtedy przez Chojniczki, Jarcewo, Powałki, Kłodawę wycofaliśmy się do Mylofu. Nadmieniam, że w rejonie 2 kompanii zginął szer. Słomiński, który otrzymał postrzał w szczękę. Byłem świadkiem jak sanitariusze szukali noszy żeby go przenieść jeszcze żywego na punkt opatrunkowy, jednak już nie zdążyli, gdyż Słomiński zmarł.

Już po wydaniu książki „Chojnice 1939” zgłosił się do mnie pan Marian Trzebiatowski z Brus, który dokonał korekty danych osobowych pierwszego żołnierza który zginął w walkach pod Chojnicami. Mianowicie był to szer. Stefan Sumiński a przed wojną mieszkał w Małym Gliśnie i był jego sąsiadem.

— Andrzej Lorbiecki

przez Redakcja Chojniczanin.pl

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.