Gdzie Rzym, gdzie Krym? A tu, pod nosem…

… czyli jak się okaże tym razem – całkiem blisko! Bo takie pytanie stawiane bywa w sytuacji, gdy dwie rzeczy, sytuacje, zjawiska lub miejsca nie mają ze sobą żadnego związku. U mnie w domu tego frazeologizmu używało się nawet dosyć często. Chociaż dzisiaj ja sam posługuję się nim rzadko. Zastąpiły go inne powiedzonka, ale nie będę ich tu cytował.

Zbieractwo to straszne przekleństwo! Ale z drugiej strony nie napisałbym tego artykułu, gdyby nie ono. Niejeden „szpargał” z mojej kolekcji kwalifikuje się jako potencjalny bohater artykułu. Dzisiaj będzie to protokół. Nie! – umowa! No, i już mamy problem. Sam notariusz nazywa to, co sporządza, dwoma określeniami. Ale tak prawdę mówiąc, nie ma to dla nas znaczenia. Bo nie pod kątem tego, co kto komu sprzedał lub notarialnie sporządzonym protokołem przekazał, na ten dokument dzisiaj patrzę. Chociaż i to też ciekawe. Sam dokument uruchomił lawinę pytań, skojarzeń, popchnął do poszukania odpowiedzi przynajmniej na część pytań, które po jego lekturze się nasunęły. Ale od początku. Kiedy? 31 stycznia 1928 roku. Niby niedawno, ale dawno. Jeszcze kilka lat i ten papier będzie miał 100 lat. Gdzie? W Chojnicach. Stają przed notariuszem – kto? Ano „stawający podają, iż są obywatelami polskimi, że ich język ojczysty jest niemiecki i że polskim językiem nie władają”.

Aha, jest! Gdzie Rzym, gdzie Krym! Bo gdzie tu związek? Obywatel polski z ojczystym niemieckim? Może jacyś Niemcy, którzy po roku 1920 zdecydowali zostać w Polsce. I tu kolejna „niespodzianka”, bo ojciec jednego ma na imię Mendel. Jakoś mało niemieckie to imię. Żydowskie – tak. Czy w takim razie klienci notariusza to sępoleńscy Żydzi? Bo tak podaje notariusz, że są z Sępólna. Trochę poszukiwań i przypuszczenie się potwierdza. To mamy już nie tylko Gdzie Rzym, gdzie Krym, ale też gdzie karczmy babińskie? (o karczmach na końcu będzie). Co by nie było, drobny fragment tekstu nasunął kilka pytań i stwierdzeń. Stwierdzenie – nie znają języka polskiego. Pytanie – dlaczego? Czy mają tyle lat, że nie mieli okazji się go nauczyć? Czy kłaniają się czasy rozbiorowe? Intuicja podpowiada, że pewnie tak, że muszą być dorośli, skoro mogą samodzielnie załatwiać sprawy majątkowe. Zwykła ciekawość – ile tych lat mają? Trzeba poszukać, może uda się odpowiedź znaleźć.

Dokument, który mam przed sobą, napisany jest w języku polskim. Dla mnie lepiej, bo mój niemiecki jest Ich verstehe nichts in dieser Sprache. Tyle co za młodu z „Klossa” i „Czterech pancernych” się nauczyłem. Do czytania dokumentów mało przydatne. Natomiast notariusz radzi sobie świetnie. „Ponieważ notarjusz po niemiecku umie, przeto tłumacza nie przywołano” – zapisał. Kolejny fragment dokumentu z pozoru mało znaczący. „Stawiają się (u notariusza – przyp. autora): 1. Bernard Bukofzer z Sępólna, 2. Aleksander Lazarus, kupiec z Sępólna”. Ale tu ponownie zapala się lampka w głowie. Dlaczego notariusz podał zawód Lazarusa, a Bukofzera nie? Odpowiedź jest prosta, jeżeli weźmiemy pod uwagę, kiedy sporządzono dokument. To „kupiec” informowało o statusie społecznym Lazarusa. Wtedy to miało dużo większe znaczenie niż dzisiaj. Bukofzer musiał wykonywać profesję, która plasowała go niżej w hierarchii gospodarczej i społecznej. Zatem kim był? Kolejne pytanie. Na pewno był „ślubnym synem małżonków Mendel i Cecylji z domu Cohn – Bukofzer z Sępólna”. Podkreślenie ślubnym musiało mieć znaczenie, skoro omawiany dokument dotyczy sprzedaży udziałów spadkowych po rodzicach przez Bernarda Bukofzera Aleksandrowi Lazarusowi.

I tu kolejna ciekawostka, jeżeli przyjrzymy się, co notariusz pisze, a czego nie pisze w sporządzanym dokumencie. Pisze, że Bernard Bukofzer oświadcza, iż „Niniejszym sprzedaję moje udziały spadkowe po moich wspomnianych rodzicach ze wszelkimi prawami kupcowi Aleksandrowi Lazarusowi (…) Do spadku należy też jedna nieruchomość”. Zaraz, zaraz jakie to są udziały? Jaka nieruchomość – jej adres, może opis? Nie ma nic na ten temat! Na początku aktu notariusz napisał „Stawiający nie są notarjuszowi znani. Stawający Aleksander Lazarus wylegitymował się wykazem osobistym urzędu policji Sępólnie z fotografją”. To bardzo precyzyjny opis stanu rzeczy. W tym samym zadaniu pisze dalej „i przedstawił (Lazarus – przyp. autora) stawającego Bernarda Bukofzera, przezco i przez znajomość sprawy Bernarda Bukofzera, nabrał notarjusz przekonania co do identyczności stawających”. Klienci przybyli z Sępólna notariuszowi z Chojnicach nie są znani. Ale sprawa, która ich dotyczy, już tak. I to do tego stopnia, że jej znajomość wystarczy do uznania tożsamości osoby niemającej przy sobie żadnych dokumentów, zaś szczegółów notariusz nie opisze dalej. Czytając i analizując ten dokument dzisiaj, nasuwa się momentami myśl – to jakiś kosmos! No, ale jak wiemy, notariusze stąpają twardo po ziemi z tytułu wykonywanej profesji i skutków prawnych, jakie ich działania wywołują, więc widocznie mogło tak być zapisane.

Dzisiaj nie wiemy z dokumentu, jak konkretnie wyglądała nieruchomość i co stanowiły sobą owe udziały spadkowe Bukofzera. Możemy tylko domniemywać, skoro transakcja odbyła się „za umówioną cenę (…) 200 zł”. Zacznijmy od zarobków. Pensje 450-1000 zł to wtedy domena sędziów, oficerów, wyższych urzędników. Jak wiadomo, nie stanowili większości społeczeństwa. 150-200 zł to był przeciętny zarobek robotnika wykwalifikowanego lub rzemieślnika (podkreślenie autora). Tyle przeciętnie zarabiał też nauczyciel czy urzędnik. Spory odsetek pracujących zarabiał w granicach 100-150 zł. Ale pomoc domowa (służąca, gosposia, czy jak ją tam nazwiemy) zarabiała 21 zł (!), otrzymując w pakiecie tzw. służbówkę i często kaprysy swoich pracodawców. Utrzymanie miesięczne było dla wielu znaczącym wydatkiem. Z tych pobieżnych (bardzo!!!) danych wynika, że ów budynek zbyt okazały być nie mógł, skoro kwota 200 zł zaspokajała jeszcze wartość bliżej nieokreślonych udziałów spadkowych. Ale jak widać, obu stronom musiało się to opłacać. A nabywający kupiec zapłacił dodatkowo koszty przeprowadzenia całej operacji u notariusza, w sumie 12,10 zł

„Protokół ten został przez notariusza przeczytany, stawiającym się przez niego na język niemiecki przetłumaczony, przez nich potwierdzony i własnoręcznie, jak następuje, podpisany: Bernhard Bukofzer, Alexander Lazarus, Feliks Kopicki notariusz”.

Autograf Feliksa Kopickiego. W otoku zalepki napis
„NOTARIUSZ NA OKRĘG SĄDU APELACYJNEGO W TORUNIU FELIKS KOPICKI”

Udało się! Do końca opisu dokumentu nie wymieniłem nazwiska notariusza. Chociaż podejrzewam, że część czytających domyśliła się, o jakiego notariusza może chodzić. Bo tak naprawdę ten dokument nabyłem jakiś czas temu ze względu na jego wystawcę. Uznałem, że warto mieć w zbiorach coś związanego bezpośrednio z Feliksem Kopickim, człowiekiem dla historii miasta zasłużonym.

Przypomnijmy pokrótce jego biogram, choć w ramach świętowania 100-lecia powrotu Chojnic po rozbiorach do Polski wiele się o nim mówiło. Urodził się 6 kwietnia 1882 roku we wsi Połczyno k. Pucka. Jego ojciec był rolnikiem. W czasie nauki w wejherowskim gimnazjum był przewodniczącym koła filomackiego „Wiec”. Studia prawnicze ukończył na uniwersytecie w Greifswaldzie (polska nazwa miasta Gryfia) W 1902 r. osiedlił się w Chojnicach. Jako adwokat bronił Polaków m.in. w procesach politycznych. Był jednym z najaktywniejszych działaczy społecznych. Już w lipcu 1919 roku, krótko po podpisaniu traktatu wersalskiego, został komendantem Straży Ludowej w Chojnicach. Jej zadaniem było zapewnienie w mieście ładu i porządku do czasu przejęcia miasta przez władze polskie. W sierpniu 1919 r. stał się współzałożycielem w Chojnicach Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” i został jego pierwszym prezesem. Wspierał je finansowo. 31 stycznia 1920 roku, gdy miasto powracało do Polski, wyznaczeni komisarze przejmowali od Niemców poszczególne urzędy, wśród nich Feliks Kopicki – kolejnictwo. Następnie został notariuszem w obwodzie Sądu Apelacyjnego w Toruniu. W 1921 r. wybrano go przewodniczącym Rady Miejskiej Chojnic. Gdy w kwietniu 1923 r. prezydent RP Stanisław Wojciechowski podróżował po Pomorzu z delegacją z Chojnic witał prezydenta w Dziemianach. W swej przemowie ubolewał, że Wojciechowski nie zawitał do miasta. Od 1936 r. zamieszkał w Gdyni. Za swoją działalność w 1942 r. został aresztowany przez gestapo i uwięziony w Gdańsku, a potem osadzony w obozie koncentracyjnym w Stutthofie. Pobyt w obozie tak bardzo nadwerężył zdrowie naszego notariusza, że zmarł 17 VI 1949 r. w Gdyni. Pochowany jest na cmentarzu witomińskim.

A pozostali, choć de facto główni, sygnatariusze dokumentu wytworzonego przez Feliksa Kopickiego?

Jak już wcześniej napisałem, byli Żydami z Sępólna. Społeczność ta istniała w tej miejscowości od połowy XVI w. Synagoga funkcjonowała od 1734 roku. W 1899 roku oddano do użytku nowy, murowany budynek bożnicy, który mieścił się przy ówczesnej Wilhelmstrasse 7. Oprócz niej na majątek gminy składał się plac cmentarny, budynek z wagą i trzy domy mieszkalne (dla rabina, kantora i sługi świątynnego). Historia gminy żydowskiej w Sępólnie to odrębny temat. Regulacje władz pruskich, później polskich, zmieniający się stosunek do społeczności żydowskiej (od jej akceptacji na wszystkich płaszczyznach funkcjonowania w państwie po dążenia do eliminacji z przestrzeni gospodarczej i społecznej) powodował znaczące zmiany w obrazie tej społeczności.

Synagoga w Sępółnie Krajeńskim.

Aleksander Lazarus urodził się 1 września 1865 roku w Sępólnie. Jak na tamtejsze warunki, był zapewnie osobą majętną i znaczącą w społeczności żydowskiej. W drugiej połowie lat dwudziestych XX w. w Polsce podjęto działania mające na celu unormowanie sytuacji gmin żydowskich. 26 lutego 1928 roku odbyły się wybory do zarządu gminy żydowskiej w Sępólnie. Jako zastępcę członka gminy wybrano Aleksandra Lazarusa. Czy fakt zawarcia umowy między Lazarusem a Bukofzerem miał z tym jakiś związek? Pewnie się dzisiaj już tego nie dowiemy. Faktem jest, że środowisko żydowskie na Krajnie (a zapewne było tak wszędzie – natura ludzka jest, jaka jest) nie było monolitem. W Więcborku konflikty personalne, mała liczba członków i trudna sytuacja finansowa gminy spowodowały, że wojewoda pomorski wydał zarządzenie o włączeniu jej we wrześniu 1932 roku w skład gminy w Sępólnie. 28 maja 1933 roku odbyły się wybory nowego zarządu gminy żydowskiej. Na posiedzeniu z 11 czerwca na przewodniczącego wybrano Aleksandra Lazarusa.

A Bernard Bukofzer? Urodził się 1 kwietnia 1863 również w Sępólnie. Szklarz z zawodu, czyli rzemieślnik. Pewnie mniej majętny niż Lazarus. Można pokusić się o ustalenie, gdzie miał w Sępólnie swój zakład. W końcu minie od tego czasu tylko 100 lat. Tylko, albo aż.

Pewnie w Sępólnie obu interesantów Feliksa Kopickiego mało kto dzisiaj pamięta. Ale zostały stare fotografie – może na nich coś się znajdzie. No i są stare dokumenty, które potrafią wyłowić z mroku dziejów człowieka już nieżyjącego. Bo najprawdopodobniej i kupca, i szklarza spotkał ten sam los – śmierć z rąk nazistów. Miejscem zagłady był m.in. obóz w Radzimiu, zorganizowany już we wrześniu 1939 roku. Znaleźli się w nim Żydzi z powiatów sępoleńskiego i ościennych. Około 150 z nich rozstrzelano w końcu września 1939 roku.

— Piotr Eichler

PS
To jak to było z tym powiedzeniem „Gdzie Rzym, gdzie Krym, gdzie Karczmy Babińskie”? Myli się ten, kto sądzi, że w powiedzeniu chodzi o Rzym, duchową stolicę chrześcijaństwa. Zgodnie z artykułem zamieszczonym w „Tygodniku Krajoznawczym i Ilustrowanym. Ziemia” w numerze 40 z 1 października 1910 roku, sentencja przywołuje nazwę karczmy, tej samej, w której Mefistofeles miał się upominać o duszę Twardowskiego, leżącej na tzw. szlaku czumackim z Radziwiłłowa do Odessy. Czterdzieści wiorst od tego „Rzymu” stały niegdyś trzy karczmy babińskie, w których gościnę znajdowali podróżujący na Krym. Dwie z nich zostały zburzone z powodu budowy kolei i stacji kolejowej Oratowo, trzecia w roku wydania czasopisma jeszcze stała, choć była już w ruinie.

Bibliografia:

Dokumenty

  1. Notarialna umowa sprzedaży pomiędzy Bernardem Bukofzerem a Aleksandrem Lazarusem z 31 stycznia 1928 roku – zbiory autora

Opracowania

  1. „Gdzie Rzym, gdzie Krym, gdzie karczmy babińskie” http://www.edusens.pl/edusensownik/gdzie-rzym-gdzie-krym-gdzie dostępność 2021.12.27
  2. Historia gminy żydowskiej w Sępólnie Krajeńskim, https://sztetl.org.pl, dostępność 2021.12. 27
  3. Historia powstania liceum im. Króla Jana III Sobieskiego w Wejherowie, https://liceum1.pl/o-szkole/historia-szkoly dostępność 2021.12.27
  4. Kawski Tomasz, Mniejszość żydowska na Krajnie w XIX i XX wieku, [w:] Dziedzictwo kulturowe na Krajnie i Pałukach. Wybrane problemy z dziejów Krajny Nakielskiej (związki Krajny z Pałukami), Nakło nad Notecią 2004, s. 217-245.
  5. Kamil Janicki, Rafał Kuzak, Dariusz Kaliński, Aleksandra Zaprutko-Janicka, Przedwojenna Polska w liczbach, Bellona, Warszawa 2020
  6. Stromski Zbigniew, Pamięci godni, Bydgoszcz 1986, s.97.

Zdjęcia

  1. Feliks Kopicki, http://historiachojnic.com dostępność 2021.12.27
  2. Karczmy Babickie (foto Aleksander Kuczyński), https://4.bp.blogspot.com dostęponość 2021.12.27
  3. Synagoga w Sępólnie Krajeńskim, https://d-art.ppstatic.pl/kadry/art-art/6d/5c/22079693_681382695_large.jpg dostęponość 2021.12.27
Ostatnia Karczma Babińska – stan z 1910 r.

przez Redakcja Chojniczanin.pl

Reklama

pompy ciepła chojnice

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.