Sam o sobie samym

W kwietniu przyszłego roku kończę 60-tkę, a w listopadzie minie 25 lat mojej służby i pracy dla Chojnic na stanowisku burmistrza. Najwyższy więc czas na „refleksje z życia” i podsumowanie tych 25 lat. Kilka razy „zabierałem się” do napisania tego tekstu, ciągle zmieniałem koncepcję, bo jak można w jednym tekście podsumować 25 lat – to niemożliwe!
Moim pragnieniem jest napisanie książki autobiograficznej, może będzie mi to dane w przyszłości. W jej zawartości będzie ścieżka zawodowa, refleksje z życia prywatnego, będę wspominał wszystkie osoby z którymi współpracowałem. Tak wielu ludzi poznałem w moim życiu, były sukcesy i były też porażki. Jednak jedno jest pewne: mogę wam powiedzieć, że czuję się spełniony. W życiu prywatnym mam piękną, mądrą i kochającą żonę Magdalenę oraz dwie cudowne córki Annę Marię (27 lat) i Lilianę (7 lat). Zawodowo 25 lat w Ratuszu, to wielki honor i wiem, że zawodowo nic lepszego, bardziej ekscytującego, nie mogło mnie spotkać. Dziękuję chojniczankom i chojniczanom za zaufanie jakim mnie obdarzali przez 25 lat.

„Dlaczego i jak zostałem po raz pierwszy burmistrzem”
Był rok 1998, listopad, wybory. Za sobą miałem już 4 lata pełnienia funkcji dyrektora Zespołu Szkół Zawodowych nr 1, byłem pełnomocnikiem JM Rektora Politechniki Koszalińskiej ds. organizacji i rozwoju, prowadziłem działalność gospodarczą w spółce, byłem prezesem spółki; pierwsze „szlify” dostałem w Rejonie Dróg Publicznych. W 1994 roku zostałem radnym. Namówił mnie Zbyszek Muchowski (wtedy mój dyrektor), ja byłem jego zastępcą. Przyszedł do mnie i mówi: Kandyduj, warto – zrobisz coś dla ludzi. Jesteś młody, aktywny, to będzie procentowało. Zrobiłem plakaty, krótką kampanię (wtedy były okręgi jednomandatowe) i wygrałem. Co ciekawe, wygrałem jednym głosem z moim sąsiadem panem Marianem Matuszakiem (obecnie 88 lat). Zostałem szefem komisji budżetu i po czterech latach w 1998 roku znowu wybory. Te cztery lata to wielkie doświadczenie, burmistrzem był wówczas pan Andrzej Gąsiorowski. Moim „przewodnikiem” był mecenas Edmund Piękny (zmarł w 2016 r. w wieku 94 lat). Nazywałem Go „moim starszym przyjacielem”. Wybory w 1998 r. były już inne. Nie było okręgów jednomandatowych, były to wybory proporcjonalne. Do Rady Miejskiej weszły Akcja Wyborcza Solidarność, Sojusz Lewicy Demokratycznej, Blok Rozwoju Gospodarczego (byłem jego współtwórcą) i Samorządni. Dostałem propozycję z SLD i AWS, aby mój komitet, czyli BRG, tworzył koalicję z każdą z tych partii (AWS był koalicyjnym ugrupowaniem politycznym). Byłem wówczas członkiem Unii Wolności, a sytuacja była niesamowita, ponieważ SLD i równorzędnie AWS dały mi propozycję objęcia funkcji burmistrza i z każdą z tych partii mogłem stworzyć większość w Radzie Miejskiej. Dodam, że wówczas burmistrza wybierała Rada Miejska. Po 25 latach możecie mi zadać proste pytanie, dlaczego wówczas wybrałem SLD? Rozmowy z AWS były takie, że ja mam być burmistrzem, a Oni już mają wszystko ułożone, czyli wiedzą, kto ma pełnić odpowiednie role. Były kandydatury na wiceburmistrza, przewodniczącego Rady Miejskiej, itd. Z SLD była inna rozmowa. Moimi rozmówcami byli wówczas Edward Pietrzyk i Jacek Kowalik. Miałem zostać burmistrzem i to ja miałem proponować (wspólnie z kolegami) kandydatów. Moje liberalno-lewicowe poglądy zostały w pełni zaakceptowane. Dostałem „dużo wolności” w kreowaniu zarządu i funkcji w Radzie Miejskiej, dlatego wybrałem SLD. Równolegle dołączyli do nas Samorządni. Jacek Kowalik został wiceburmistrzem, po trzech latach posłem na Sejm, a przewodniczącym Rady Miejskiej Edward Pietrzyk (krótko przed nim był Marian Rogenbuk). Po odejściu Jacka Kowalika do Sejmu, wiceburmistrzem został Józef Pokrzywnicki. Rozpoczęliśmy pracę i cztery lata szybko minęły. Z tego okresu starsi mieszkańcy pamiętają, że dokonaliśmy restauracji i odbudowy naszego rynku, zbudowaliśmy park wodny i pokaźną ilość dróg osiedlowych. Chojnice zmieniały się szybko…


„Dlaczego zostałem burmistrzem po raz drugi”
Pierwsza kadencja zakończyła się w 2002 roku i głównym powodem mojego startu w kolejnych wyborach była bardzo istotna zmiana w kodeksie wyborczym. Mieszkańcy bezpośrednio mieli wybrać swojego burmistrza. Nareszcie! Nie radni, a właśnie obywatele. Najwyższa forma demokracji. I jak tu się nie sprawdzić? Pomyślałem – udana miniona kadencja, mam 38 lat, poznałem miasto, mam program, mam wokół siebie fantastycznych ludzi, bardzo dobrze funkcjonujący Urząd, a za kilka lat Polska będzie w Unii Europejskiej – startuję! Wynik wyborczy, który uzyskałem, bardzo mnie zaskoczył – fantastyczne 76% poparcia głosujących mieszkańców. Zbudowaliśmy większość w Radzie Miejskiej, zmieniłem model zarządzania Ratuszem (nie było już zarządu) i cała kadencja była przed nami. To była bardzo ważna kadencja, ponieważ w 2004 roku Polska stała się członkiem Unii Europejskiej. Otworzyły się nowe perspektywy…

„Unia Europejska dźwignią rozwoju Chojnic”
Czy zastanawialiście się jakby wyglądały Chojnice bez środków pozyskanych z Unii Europejskiej? Zawsze stawiałem to pytanie i odpowiadałem, pokazując zrealizowane w mieście inwestycje. Jest ich bardzo wiele, wymienię najważniejsze. Warto pamiętać, że bez pieniędzy z UE miasto i nasi partnerzy (gmina, powiat, województwo) nie byłyby w stanie ich sfinansować, a w konsekwencji zrealizować. Pierwszą milową inwestycją był układ drogowy Chojnice – Charzykowy od placu Jagiellońskiego do ronda Róży Wiatrów w Charzykowach wraz z ul. Turystyczną. Pan wójt dołożył promenadę, a chojniczanie z marszałkiem Janem Kozłowskim port jachtowy. Starsi pamiętają jak wyglądała ul. Bytowska i droga do Charzyków. Bez chodników, bez ścieżek rowerowych, bez oświetlenia. Ta inwestycja podniosła jakość naszego życia i bezpieczeństwo, ale także zwiększyła atrakcyjność miasta i gminy. Kolejna to Wszechnica Chojnicka, czyli „część łóżkowa” starego szpitala. W 2008 roku było to 18 mln zł. Z ruin starego szpitala zrobiliśmy perełkę. Dla wszystkich, od dzieci po starsze osoby. Pamiętam jak wówczas szef komisji budżetu Marian Rogenbuk mówił, że, cytuję: „kaktus mu wyrośnie jak nam się uda”. Potem było dużo śmiechu przy otwarciu Wszechnicy, ponieważ oczywiście kaktus panu Marianowi nie wyrósł. Kolejna inwestycja finansowana ze środków UE to Park Tysiąclecia i fragmenty dawnej „berlinki” w mieście. Nasz park tak jak rynek jest naszą wizytówką. Jaki był i jaki jest, myślę, że każdy pamięta. Następną inwestycją była modernizacja oczyszczalni ścieków za ponad 100 mln zł z nową technologią, za pomocą której nie niszczymy środowiska. Przed nami problem zapachowy, ale mamy projekt i z tym problemem też sobie poradzimy. W zeszłym roku zakończyliśmy program „deszczowy” – zbiorniki, separatory, instalacje, przeszło 40 wyremontowanych ulic za przeszło 90 mln zł. I inwestycja, którą teraz kończymy, to węzeł integracyjno – transportowy, czyli dworzec autobusowy i budynek dworca kolejowego. Nareszcie mamy dworzec autobusowy, którego nigdy u nas nie było i mamy przejście podziemne, o którym mówiliśmy od 50 lat. A odrestaurowany budynek dworca będzie perłą w koronie naszych zabytków. Były jeszcze inne inwestycje, ale najważniejsze wymieniłem.

„Szybko minęło 25 lat”
Na przestrzeni 25 lat zmieniłem się. Od jednego z najmłodszych burmistrzów w Polsce (34 lata) do prawie 60-latka (59 lat), który życie zawodowe może planować na sześć, może na dziesięć lat (jak Bozia da zdrówko). Zmieniał się styl mojej pracy, zmieniało się otoczenie, uwarunkowania zewnętrzne, cele, motywacje, sposoby realizacji. Jestem zwolennikiem „dwóch czwórek” . Pierwsza: planuj – organizuj – kieruj – kontroluj. To są kroki, bez których ciężko w samorządzie osiągnąć sukces. Trzeba je wykonywać po kolei i z dużym zaangażowaniem. Niczego nie zrobisz sam. Bez współpracowników i partnerów dojdziesz tylko do porażki. Sukces wymaga systematycznej pracy i na pewno nie jest to slogan. Druga czwórka to: wiedza – doświadczenie – kompetencje – zaangażowanie. Najbardziej cenię zaangażowanie. Bez niego nie ma wiedzy, doświadczenia i, w konsekwencji, kompetencji. To wszystko łączy się w sprzężeniu zwrotnym. Przez te 25 lat nauczyłem się słuchać, ale też współczuć, pomagać, a w konsekwencji zrozumieć. Wiem, co to bieda, wykluczenie, ciężkie choroby. Wiem, czym jest dramat niespełnienia, dramaty ludzi, którym samorząd pomagał. Dzisiaj już wiem, że, niestety, nie wszystkim mogliśmy pomóc, a byli też tacy, którzy nie chcieli lub nie dawali sobie pomóc. Ważne zawsze było to, żeby chcieć i zrozumieć. To nie tylko empatia. Trzeba było nieraz poruszyć wszystko, żeby pomóc, a satysfakcja jest wtedy olbrzymia. Tak jak na wstępie napisałem, jestem spełniony. Czasami myślę, że „trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym” i „być zagadką, której nikt nie zdąży zgadnąć nim minie czas”. Podobnie jak Grzegorz Markowski i jego koledzy z zespołu Perfect myślę, że „wszystko ma swój czas”. Nie na wszystko mam wpływ… Czy dopiszemy jeszcze kilka wspólnych lat historii, zobaczymy. Trzeba domknąć te dla mnie piękne 25 lat.

Arseniusz Finster
Burmistrz Chojnic

W artykule wykorzystałem cytaty z utworu Roberta Gawlińskiego pt. „Sam o sobie samym” oraz zespołu Perfect pt. „Niepokonani” i „Wszystko ma swój czas”. Polecam Wam odsłuchać te utwory w całości. Są piękne.

przez redakcja

Reklama

pompy ciepła chojnice

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.