Nieboszczyk jak szwedzki stół

W ramach Dni Kultury Kaszubsko- -Pomorskiej jednym z wydarzeń było spotkanie 20 października z Aleksandrą Kurowską-Susdorf, badaczką pogrzebowych rytuałów na Kaszubach, autorką książki „Oswoić śmierć” i bajki „Żece jak nudle”.

Ze śmiercią obcuje od dziecka. Jak opowiada, nie tylko mieszkała w Wejherowie przy cmentarzu i towarzyszyła babci przy odmawianiu różańca, ale z dziadkiem wybierała resztki wosku ze zniczy, żeby zrobić z nich nowe, wszak na Kaszubach nic nie może się zmarnować… Co sobotę słuchała bicia dzwonów, gdy odbywały się pogrzeby, wujek zajmował się produkowaniem nagrobków, a w Luzinie, dokąd się przeprowadziła, w sąsiedztwie były dwa zakłady pogrzebowe… Przypadek? Pewnie nie, skoro zajęła się tanatologią i zaczęła się zastanawiać, dlaczego jej dziadkowie śmierć traktują jak coś naturalnego, a w Warszawie wolą na ten temat nie rozmawiać. Tak się wgryzła w śmiertelną problematykę, że zrobiła z niej doktorat.

Puste noce

A na Kaszubach śmierć celebrowało się w specjalny sposób. Podczas trzech „pustych nocy” bliscy i miejscowa społeczność żegnali zmarłego, gromadząc się przy jego łożu. – Nieboszczyk był jak taki szwedzki stół – mówiła na spotkaniu w Miejskiej Bibliotece Publicznej Kurowska-Susdorf. – Dostępny z trzech stron, dotykany, całowany, bohater. Opowiadało się o nim, śmiano, żartowano. Nie wolno było tylko stawać za głową zmarłego, bo tam była dusza…Śpiewy i ucztowanie trwały często do rana, psalmy liczyły po kilkadziesiąt zwrotek, przekazywano je z pokolenia na pokolenie…

Obrazkowo dla dzieci

Kurowska-Susdorf zastanawiała się, czy jako dorośli możemy pomyśleć o edukacji do śmierci dla naszych dzieci. – Czy brać dziecko na pogrzeb, jak mówić o śmierci, co to robi naszym dzieciom – wymieniała. – Postanowiłam i dla nich ten temat oswoić. I tak powstała bajka o życiu jak makaron… Po kaszubsku. Jak podkreśla, chciała napisać opowieść o życiu, w którym śmierć ma swoje miejsce. A makaron stał się bohaterem, bo ma swój początek i koniec i na jego przykładzie można łatwo unaocznić dzieciom, że wszystko, co żyje, ma swój kres. – Każdy dostaje swoją miskę makaronu – uśmiecha się. – Jeden spaghetti, drugi świderki, trzeci muszelki itd. Chodzi o to, żeby się tą miską cieszyć. Na tym polega życie. Bo nastanie taki czas, kiedy miska będzie pusta… Autorkę bajki o życiu jak makaron przepytywała Anna Dunst z wydawnictwa Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, które jej dzieło wydało. A temat zafrapował i nie zabrakło długiej kolejki po autografy.

Tekst i fot. Maria Eichler

przez redakcja

Reklama

pompy ciepła chojnice

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.